Piękna pogoda zachęciła mnie do spaceru. Nakarmiłam Miszkę, przewinęłam go i zniosłam na dół, gdzie w szafie leży chusta i nosidełko (wisiadełko jak się okazuje). Dzięki paru osobom, które życzliwie pozostawiły na blogu komentarze pełne dobrych rad i wskazówek, nie zrażając się przez pozostałe osoby, które pozostawiły na blogu komentarze bardzo nieprzyjemne, zaczęłam szukać nosidła z prawdziwego zdarzenia.
Miszka podczas testów w Infant Olca wykazał chęć bycia noszonym, w związku z tym, można teraz zakupić mu nosidło, które ma starczyć na lat kilka. Oczywiście cena będzie adekwatna do jakości – czyli muszę się liczyć z wydatkiem 400 zł, podczas gdy nosidełko/wisiadełko do testów kosztowało mnie dziesięć razy mniej. Ale jakbym wydała cztery stówy na test, a Miszka by powiedział “bujaj się matka z tym noszeniem”, to ja dziękuję…
Zaglądnąwszy do szafy, dręczona sumieniem, postanowiłam jeszcze raz się zachustować. Widok w lustrze był nie wiem czy bardziej komiczny, czy bardziej żałosny… Mała kobietka i meeetryyy kolorowej szmatki plączące się i zbierające kurz z podłogi… A potem w tej szmatce dzieciaczek, który zaraz oczywiście ten kurz do buzi z tej szmatki… Dociągnęłam, zawiązałam ostatni węzeł i …. bełt. Miszka pięknie ulał na chustę, na mnie i na samego siebie… Wszystko mokre i śmierdzi. To sobie pospacerowałam. Odmotałam czerwona z nerwów i z rezygnacją pizdłam chustę tym razem na ziemię, bo po nocy, kiedy Miszka się budził co półtorej godziny (pewnie wyczuł, że mama się denerwuje i udzielił mu się niepokój) nie miałam siły już rzucać czymkolwiek, a tym bardziej metrami kolorowej szmatki nieelastycznej tkanej.
Podgryzana i podszczypywana wyrzutami sumienia, szybciutko i zgrabnie wrzuciłam przebranego w suche ubranka maluszka do nosidełka wisiadełka. Mocno go przytuliłam, podparłam pod dupkę, podciągnęłam kolanka w górę i poszliśmy na podbój ogrodu. Efekt był taki, że po 10 minutach wracałam z kwękającym szkrabem do domu, bo coś mu i tak nie pasowało… Na dodatek się zasmarkał. Nasmarowałam malutki nosek maścią majerankową, żeby się nie zatkał i położyłam samego do łóżeczka. Pomarudził pięć minut i zasnął. Zmęczony był… Po nieprzespanej nocy pewnie dziś będzie ciągle chciał spać. Gdybym wzięła go na spacer w gondolce, to by zasnął spokojnie, a w nosidełku miał za dużo wrażeń i się męczył nie mogąc zasnąć ciekawy świata. Korzystając z czasu, kiedy synek śpi, po tym jak porządnie się wypłakałam, powrócę do szukania odpowiedniego producenta nosideł. Aktualnie wyboru będę dokonywać pomiędzy Manduca (Manduka – jakkolwiek to się pisze poprawnie) a Bondolino. Oba podobny przedział cenowy: 390 – 460 zł. Manduka do 20 kg, Bondolino do 36 miesiąca wg informacji w sklepach. Oba z pasem biodrowym – manduca na klamrę, bondolino na rzepa. Bondolino ma ramiona wiązane, Manduka na klamry. Jak mam wydać 400 zł na nosidło, które ma nam służyć przez lata i potem następne lata przy następnym dziecku, to wolę kupić coś, co nie będzie mnie denerwowało po chwili.
Dalsza relacja z testów (porównanie Infant Olca z nowozakupionym następcą) nastąpi za czas jakiś.
gema

Wysłany przez Kamila w dniu 20/04/2010 o 14:20
Gratuluję nawrócenia :)
Wysłany przez Paulina w dniu 20/04/2010 o 14:36
:) kochana widzę że masz podobnie do mnie, jeśli chodzi o pizganie rzeczami i przeklinanie hi hi mam to samo i takiego samego rzygulca mam w domu, też mnie moja kochana córcia kilka razy zarzygała w chuście tylko ja już zapobiegliwie wczesniej dwie tetry pod brodę i jak poleci to do prania i następna pod brode i na moje cycki co by się tam następnym razem znowu za dużo nie nalało
mi się udało chustuję i się cieszę że mi wychodzi z pomocą forumek na forum i prywatnie, ale tez sie zaraziłam checią posiadania manduca
uszy do góry nerwusie kochany – tak mi zawsze mąż powiada :)
więc uszy do gory gema nie poddawaj się :)
Wysłany przez idziuk w dniu 20/04/2010 o 16:54
Z nosidłami i chustami jest ten plus, że nawet uzywane ładnie schodzą na rynku wtórnym.
Oczywiście o ile nie miały bliskich spotkań z wybielaczem, nie przejechał po nich pociąg(chociaż to może byc niezłe “łamanie” chusty;-) albo nie pogryzł pies:-)
Ba, są osoby preferujące chusty już zmiękczone noszeniem, wymiętolone, takie “swojskie”, a nie sztywne z pudełka.
Zatem głowa do góry! Owocnego wyboru nosidła! Jak nie przypasi, to rynek wtórny czeka:)
Pozdrawiam,
Gava
Wysłany przez TęczaPoBurzy w dniu 20/04/2010 o 23:20
ech coś czuje ze do chusty wrócisz hihi a ja mylę się tylko wtedy gdy kłuce sie z męzem -bo jeśli ja niemam racji to ma ja mój kochany…
to że raz wiazaie nie wyjdze to nie problem -100razy spróbój i nie przejmój sie-zawiąz najlepiej jak potrafisz -podkładając pieluszke pod buxie żeby mały nie ulał na was i pobujej sie pochodź jak sie w15 minut nie uspokoi odmotaj sie jak sie uspokoi możesz spróbować dociagać- ja tak robie pierwsze motanie na szybko bo mała zła apotem po jakimś 30 min dociągam na picuś glancuś i jest git
Wysłany przez Pani Mądrala w dniu 23/04/2010 o 07:47
hm… tak naprawde potrzebuje tylko nosidelka do schodzenia i wchodzenia po chodach no i czasem moze do wyskoczenia na kawe do bloku obok w odwiedzinach do mamy wiec raczej nie beda to jakies dlugie spacery. Mieskzam na 4 pietrze w bloku gdzie nie ma wind mam juz jednego 2,5 letniego babelka dlatego uwazam ze nosidelko chyba bedzie lepsze… po tym co piszesz “pyk, pyk” i juz jest wyjety a chusta…
No coz bede sledzic :)
Pozdrawiam
Wysłany przez gema84 w dniu 23/04/2010 o 08:31
z moich obserwacji wynika, że nie polecane nosidełko wisiadełko infant olca ma w sumie 5 klamerek, a przeze mnie wymarzone manduca ma tylko 3 klamerki, co jeszcze bardziej przyspiesza zapinanie!!!! ale cena jest koszmarna… pocieszam się, że to inwestycja na 3 lata i na następne dziecko jeszcze… i pewnie dzieci sióstr mojego męża…
Wysłany przez Chuda w dniu 28/04/2010 o 12:44
Jestem wielką fanką noszenia dzieci. Miałam dwa nosidełka, ale to były jakieś bardzo prymitywne modele sprzed nastania mody na noszenie, więc nijak sie maja do tych współczesnych. Miałam chustę-kieszonkę, której szybko się pozbyłam, i chustę wiązaną, którą uwielbiałam. Mój Michał też: na widok chusty rozjaśniał się jak kineskop :) Musiałam oczywiscie nauczyć się wiązania, ale przyszło mi to dużo łatwiej i szybciej, niż sądziłam. Nosiłam go niecałe dwa lata, później był już za ciężki. Chusta wiązana dawała mi absolutny komfort: wiedziałam, że Michaś jest w niej bezpieczny, nie wypadnie, żadna klamerka się nie odepnie, żadne kółko nie pęknie. Supeł zawiązany dwa razy nie ma prawa puścić. Z Michałem śpiącym w chuście odkurzałam, myłam podłogi (mopem oczywiście :), zmywałam naczynia (musiałam stać bokiem przy zlewie, ale to jak pod koniec ciązy, więc nic nadzwyczajnego), bawiłam się z Piotrusiem. Na spacery z dzieckiem w chuście wychodziłam rzadko, ponieważ wolałam, żeby spał w wózku, natomiast chusta w domu oddała mi nieocenione usługi.
Powodzenia Gema, życze, żebyś trafiła na idealne nosidło i rozkoszowała się bliskością synka :)
Wysłany przez okropne w dniu 05/05/2010 o 15:16
jeśli nie chcesz chusty wyrzuć ją do mnie przygarne z miłością katilili@tlen.pl
Wysłany przez mruk w dniu 05/05/2010 o 15:44
@katilili: a chusteczki do nosa też chcesz?