House. I w tym miejscu można dać dwa podstawowe linki:
http://ling.pl/house#words?act[0]=1&word[0]=house&lang[0]=
oraz
http://pl.wikipedia.org/wiki/Dr_House
Warszawa. Moje ukochane miasto. Jedyne w swoim rodzaju. Dla innych brzydkie i nie do wytrzymania. Ja widzę w nim zarówno zalety jak i wady, ale nadal pozostaje ono dla mnie ukochanym miastem. Nie tylko dlatego, że się w nim wychowałam. 14 lat mieszkałam w dzielnicy Warszawy dość odizolowanej od centrum i bliżej Parku Kampinoskiego. Nie wychowałam się w blokowisku i wiem, co to znaczy zimą palić w piecu i odśnieżać chodniki. Po przeprowadzce do bloku te obowiązki na szczęście już nas nie dotyczyły.
Nic nie zastąpi mi widoku Warszawy nocą. Nic nie zastąpi mi wyboru centrów handlowych. Snobizm mi akurat nie przeszkadza. Wszystko jest dobre w umiarze. Także snobistyczne upodobanie do markowych ciuchów i wielkiego wyboru towaru jaki jest w stolicy.
Korków i tłumów w komunikacji miejskiej można nauczyć się omijać. W zamian ma się zagwarantowaną anonimowość i względny spokój.
Miesiąc temu opuściłam moje ukochane miasto, aby zamieszkać z moim ukochanym mężem.
Popłakałam tęskniąc za rodzicami kilka nocy. Mąż utulił ze zrozumieniem i obiecał, że będziemy często rodziców odwiedzać. [CENSORED 02.10.2009] Tymczasowo mieszkamy w tym samym domu, co rodzice i dziadkowie mojego męża. Mamy do dyspozycji drugie piętro z wielką łazienką, ale dostęp do kuchni znajdującej się na parterze jest ograniczony. Głównie z tego powodu, że ciężko mi chodzić na górę i na dół.
A ciężko mi chodzić, ponieważ przed ślubem ważyłam 48 kg (niedowaga), a teraz ważę 63 kg. I nie jest to nadwaga. To prawidłowy ciężar, biorąc pod uwagę, że mały pełzak w moim brzuchu waży już pół kilo. Mały pełzak od dwóch tygodni nauczył się nowej zabawy – kopania mamy w łokieć. Jeszcze się do tego nie przyzwyczaiłam i kiedy oprę w zamyśleniu rękę na brzuchu, który nie mieści się już w zwykłych t-shirtach i jest podtrzymywany przez klasyczne podręcznikowe ogrodniczki, nagłe kopnięcie przypomina mi, że mam lokatora, który i tak ma dość ciasno nawet bez mojej ręki. Na razie czułę kopniaki są zamienne z zabawnym przebieraniem nóżkami, rączkami i wbijaniem główki, czy pośladków w mamine wnętrzności. Czuję jak rozciągają mi się żebra i kości miednicy. Tak jakby mnie złożyli z niepasujących części i zapomnieli o uszczelkach i podkładkach.
Kiedy 4 miesiące temu zaszliśmy w ciążę śnił nam się Michał. Nie próbowaliśmy więc zwracać się do dziecka w inny sposób, ale awaryjnie przygotowaliśmy imię dla ewentualnej dziewczynki (Ewelina – pochodzenie celtyckie). Kiedy przyszedł czas na usg, które mogłoby ustalić płeć dziecka, przez chwilę bałam się, że będę musiała się teraz szybko przyzwyczaić to wizji różowego pokoju z różowymi lalkami barbie i kolekcją Witch na DVD. Lekarz jednak powiedział najpiękniejsze, co mogliśmy usłyszeć, poza tym, że jest zdrowe: “chłopiec”. Więc jednak będą klocki lego, resoraki i G.I.Joe :D Doskonale! Teraz zastanawiam się tylko jaki będzie miał kolor oczu :) A jego oczy widział już mój mąż na USG. Ja nie widziałam… ja leżałam obok monitora. Mąż widział nóżki, rączki, usteczka, policzki no i siusiaczka :D Piękny duży siusiak :) po tatusiu :) Jestem taka dumna :D A Michał najwyraźniej czuje, że właśnie się cieszę, bo zaczął mnie znowu łaskotać.
Powoli przyzwyczajam się do mniejszej ilości snu. Budzę się skopana od środka o 2 i 4 rano. Ciężko mi znaleźć wygodną pozycję do leżenia. A brzuch będzie coraz większy. Przywykłam już także, że kiedy mąż wraca z pracy i radośnie zbliża się w moim kierunku to najpierw wita się z moim brzuchem, a dopiero potem moje stęsknione usteczka mogą dostać buziaka. Cieszę się, że mogę dać mu tą upragnioną radość i synka :) Będę miała wesoło z dwoma łobuzami.
Wieczorami oglądamy kolejne sezony Dr House. Cieszę się, że dopasowaliśmy się pod względem filmowych upodobań. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym chodzić z mężem tylko na żałosne romantyczne komedie, podczas gdy on chciałby na kino akcji i sensacje i oboje byśmy byli niezadowoleni. Na romantyczny wypad do kina poszliśmy ostatnio na filmy takie jak Star Trek, Terminator, Transformers 2… I nikt tu nie naciąga swoich upodobań, aby się głupio dostosować. Dobrze jest mieć życie, w którym potrzeba jest jak najmniej kompromisów. Nie musimy tolerować swoich upodobań. Nasze upodobania są na tyle zbliżone, aby je naturalnie akceptować. Tolerancja to bardzo przykre i negatywne słowo.
Jestem szczęśliwa. Pomimo tego, że czuję się może trochę starzej. W torebce prawo jazdy. Przed domem samochód. Na palcu obrączka. Michał dokazuje. Mąż w pracy. Rodzice w Warszawie. Kot nie żyje… Jednak przez 17 lat przywiązałam się do mojej kici jak do nikogo innego. Nie miałam serca, aby wziąć nowego kota. Żadem mi nie zastąpi tamtej, z która żyłam od pierwszej klasy szkoły podstawowej, przez liceum i całe studia. Aby zabić smutek po niej, wyszłam za mąż, wyprowadziłam się i będziemy mieć dziecko. To na pewno jest jakieś wyjście ;)
A tymczasem przyszła do mnie paczka z zamówionymi książkami, bo mąż się zgodził, żebym sobie je kupiła na własność, skoro są jedne z moich ulubionych :) On też ceni książki tak bardzo jak ja :) Z drugiej strony zakupiliśmy sobie też nowy komputer, bo ja cenię sprzęt tak samo jak on :D Najważniejsze to dobrze się dopasować. Reszta to dobra wola.
Idę otworzyć paczkę z książkami i posprzątać pokój przed powrotem męża.
gema

Michaś waży już 0,5 kg i jest chłopcem :D